Podobno najtrudniej jest zacząć.
I coś w tym jest.
Ktoś mógłby pomyśleć, że po 20 latach pracy w IT postawienie bloga na WordPressie będzie łatwe i szybkie. A jednak… Przez te 20 lat sporo się zmieniło. Kiedyś była szybka instalka, wybór skórki i można było pisać. Teraz w zamian dostaje się białą kartkę i cały zestaw asystentów AI do wyboru. Zamiast kokpitu WordPressa przywitał mnie nawet agent, który wygenerował gotową witrynę o celiakii – z gotowym tekstem po angielsku. Tyle że kompletnie bez sensu.
U mojego synka niedawno zdiagnozowano celiakię. Było spotkanie z dietetykiem. Niby wszystko już wiemy. A teraz zaczyna się rzeczywistość. Okazuje się, że moje kolejne wyobrażenia – najpierw sprzed diagnozy, potem po diagnozie, później po wizycie u dietetyka i wreszcie po pierwszych zakupach – zderzają się z codziennością. Miało się dać wszystko ogarnąć, to przecież „tylko inne pieczywo, inna mąka”… Tymczasem z każdym krokiem pojawia się coraz więcej zaskoczeń.
No ale jakoś trzeba to poukładać – tu, u nas, w Szczecinie i okolicach. Wpadłem więc na pomysł, żeby pisać o tym, co po drodze uda się ustalić i czego się nauczymy. Bo celiakia nie minie za tydzień, miesiąc ani rok. Zostaje z nami na zawsze, więc trzeba nauczyć się z nią żyć.
Co z tego wyjdzie? Zobaczymy. Czasem wystarczy zrobić pierwszy krok, żeby zacząć.
No to zaczynam.

